„Ile mieliśmy odwiedzin?" - to pierwsze pytanie, które większość firm zadaje o swoją stronę. I zwykle jedyne. Problem w tym, że liczba odwiedzin nie mówi Ci nic o tym, czy strona robi swoją robotę.
Strona zarabia w jednym momencie: gdy ktoś się odzywa. Reszta to wskaźniki, które ten moment tłumaczą - podpowiadają, co poprawić, żeby odezwań było więcej. Oto cztery, które warto śledzić, i jedna rzecz, której nie warto.
1. Zacznij od jednej liczby: ilu klientów się odzywa
To jest wskaźnik, który się liczy. Zsumuj wszystkie realne kontakty w miesiącu: wysłane formularze, telefony, maile, wiadomości. Nie odwiedziny, nie polubienia - kontakty od ludzi, którzy mogą u Ciebie kupić.
Jeśli mierzysz tylko jedną rzecz, mierz tę. Wszystko inne poniżej istnieje po to, żeby ta liczba rosła.
2. Współczynnik konwersji - ilu z odwiedzających robi krok
Sama liczba kontaktów nie wystarczy, bo nie widać, czy to dużo. Dlatego dziel: kontakty przez odwiedziny.
Przykład: 500 wejść i 10 kontaktów to 2%. Jeśli w kolejnym miesiącu masz 1000 wejść i wciąż 10 kontaktów, ruch urósł, a strona zaczęła gorzej przekonywać. Sam ruch potrafi zmylić - współczynnik konwersji nie.
Nie ma jednej „dobrej" wartości - dla strony usługowej 1–3% to typowy punkt wyjścia. Ważniejsze niż benchmark jest to, czy Twój wynik rośnie z miesiąca na miesiąc.
3. Skąd przychodzą ludzie
Dwie strony z tą samą liczbą odwiedzin mogą być warte zupełnie co innego, zależnie od tego, skąd ten ruch pochodzi. Podziel go na źródła:
- Google (organicznie) - ludzie, którzy czegoś szukali i trafili na Ciebie. Zwykle najbardziej wartościowi.
- Reklamy - ruch, za który płacisz. Tu szczególnie warto liczyć, ile kosztuje jeden kontakt.
- Social media - z Facebooka, Instagrama, LinkedIna.
- Bezpośrednio - ktoś wpisał adres albo kliknął w wizytówkę.
Gdy wiesz, które źródło przyprowadza klientów, wiesz też, gdzie warto dołożyć - a gdzie przestać przepalać budżet. Jeśli chcesz, żeby więcej przychodziło z Google bez płacenia za reklamy, zaczęliśmy od tego tutaj.
4. Gdzie ludzie odpadają
Ostatnia rzecz: które podstrony faktycznie prowadzą do kontaktu, a z których ludzie wychodzą. Sprawdź, które strony są najczęściej odwiedzane, jak głęboko ludzie przewijają i na której podstronie najczęściej kończą wizytę.
Jeśli połowa ruchu wchodzi na jedną podstronę i natychmiast wychodzi, masz konkretne miejsce do poprawy - często to kwestia szybkości ładowania, niejasnego nagłówka albo braku wyraźnego następnego kroku. O tym, jak wolne ładowanie kosztuje klientów, pisaliśmy osobno.
Strona bez pomiaru to wydatek. Strona z pomiarem to inwestycja, którą umiesz poprawiać - bo widzisz, co działa.
Czego nie warto mierzyć na start
Nie każda liczba, którą pokaże Ci narzędzie, coś znaczy. Na początek odpuść:
- Same odwiedziny - bez kontekstu źródła i konwersji to liczba dla poprawy humoru.
- „Czas na stronie" - długi czas może znaczyć zaangażowanie albo to, że ktoś czegoś nie może znaleźć. Nie wiadomo, co.
- Współczynnik odrzuceń w oderwaniu od reszty - łatwo go źle zinterpretować i wyciągnąć błędne wnioski.
Te wskaźniki nie są bezużyteczne - po prostu nie od nich się zaczyna.
Jak to ustawić bez kombinowania
Nie potrzebujesz dziesięciu narzędzi. Wystarczy:
- Google Analytics 4 - darmowe, pokazuje ruch, źródła i zachowanie na stronie.
- Jedno zdarzenie na wysłaniu formularza i na kliknięciu w numer telefonu - żeby liczyć realne kontakty, nie zgadywać.
- Nawyk zaglądania tam raz w miesiącu i porównywania z poprzednim. Pomiar bez patrzenia to strata czasu.
Tyle wystarczy, żeby przestać zgadywać i zacząć widzieć.
Od czego zacząć
Jeśli masz stronę, ale nie wiesz, czy i gdzie zarabia, zacznij od bezpłatnego audytu - sprawdzimy, co działa, gdzie tracisz kontakty i czy pomiar w ogóle jest ustawiony. A jeśli chcesz, żebyśmy zajęli się tym na stałe - odezwij się.